Dzikie wędrowanie – dwa pierwsze spotkania

Dzikie wędrowanie – dwa pierwsze spotkania

Jak mi intuicja podpowiada, że coś będzie dobre, to zazwyczaj tak jest. Nie inaczej było tym razem.

Edukacja outdoorowa

To prosta odsłona edukacji. Trzeba po prostu wyjść poza mury szkoły. Ten rodzaj edukacji najczęściej utożsamiany jest z naturą i działaniami w przyrodzie. Jestem w tej grupie osób, która rozszerza ten rodzaj edukacji na każde działanie poza szkołą. Może to być więc wyjście do muzeum, galerii, itp.

Ale skupiając się na warstwie środowiskowej, odpowiadając na deficyt „Witaminy N”, opisany w książce Richarda Louva (jak ja się bardzo z tym wszystkim zgadzam!), szukam nowych sposobów na kontaktowanie dzieci z przyrodą.

Sam kontakt to już mega dużo. Poprawia samopoczucie, redukuje stres, poprawia odporność, itd.

Ale przy całej długiej liście rzeczy, których uczymy się w parku, lesie, na łące i w błotnej kałuży, ważny jest dla mnie też aspekt poznania NAJBLIŻSZEJ natury. Wiecie, tak jak z historią, którą pamiętamy z podstawówki. Ile osób niezbyt dobrze orientuje się w historii po 1989 roku, za to świetnie zna wielkie wyprawy geograficzne? Fajnie wiedzieć co nieco o fenku i Saharze, ale coś nie gra, jeśli idę przez park i nie znam nazw wszystkich mijanych drzew…

Jak to zrobić, żeby dzieci znały drzewa, które codziennie mijają?

Od kiedy powstała inicjatywa Dzikie Wędrowanie, na bieżąco śledzę ich działania na Facebooku i to jest po prostu ekstra! Zaprosiłam Dominikę do współpracy i w ciemno umówiłam się na spotkania raz w miesiącu w Parku Kachla. Ten park jest „za płotem” mojej szkoły. Jestem tam z dziećmi często, ale chciałam, że poznali najbliższe otoczenie, wędrując właśnie z Dominiką.

Na razie Dzikie Wędrowanie odbyło się dwa razy. Oba wyjścia były świetne. Śnieg, tropy, szyszki, lornetki, ptaki, budowanie łódek z kory…

Nie zdradzam wszystkich szczegółów, bo nie chciałabym zepsuć zabawy, jeśli będziecie wybierać się na wędrówkę z Dominiką i Żanetą, ale pokażę kilka zdjęć 🙂