Zielona edukacja to nic innego, jak czerpanie z natury.
Czy trzeba od razu jechać na wycieczkę?
Nie. Trzeba przyrody uczyć się w przyrodzie. To dla mnie najprostsza definicja.
- Płatki śniegu oglądamy pod lupą na dworze.
- Zrywamy sople i patrzymy, jak zmienia się stan skupienia.
- Zbieramy „noski” klonu, które kiełkują wczesną wiosną i sadzimy.
- Dęby rozpoznajemy po leżących pod nimi żołędziach, kasztanowce – po kasztanach.
- Jemy zasadzony w ogrodzie szczypiorek i miętę.
- Rany leczymy babką lancetowatą.
- Oglądamy skrzek w pobliskim stawie.
- Wąchamy wilgotną ziemię.
- Chodzimy po drzewach.
I setki innych mniej lub bardziej oczywistych rzeczy.
Wiedza w pigułce – ćwiczenia i podręczniki
Jestem na nie.
O ile rozumiem zamysł zebrania podstawowych informacji w podręczniku, bo dobrze mieć bazę wiedzy, tak, idąc dalej, uważam, że zeszyty ćwiczeń są po prostu szkodliwe. Rozleniwiają i nudzą. Jeśli potraktować je jako DODATKOWE narzędzie pracy, mogą być przydatne. Niestety realia pokazują, że najczęściej wypełnianie ich od deski do deski to motyw przewodni lekcji, najwyższy priorytet i poczucie „odrobienia” lekcji.
Można utrwalać wiedzę, ale dlaczego tak często opiera się to tylko na ćwiczeniach? Czy, poznając liście drzew, naprawdę łatwiej jest połączyć w ćwiczeniach zdjęcie z podpisem? Zielona edukacja to doświadczanie, czyli najskuteczniejsza metoda uczenia się. Przyroda aż się prosi właśnie o takie lekcje.
Zielona edukacja – jak się zainspirować?
Jeśli jesteś nauczycielem_ką, edukatorem_ką lub po prostu dorosłą osobą, która jest w procesie uczenia, zadaj sobie pytanie w drodze do domu albo sklepu, czy potrafisz nazwać wszystkie mijane drzewa? Czy, kiedy siedzisz na łące, rozpoznajesz wszystkie kwiaty, trawy i owady? Jeśli nie, coś jest nie tak…
Jak już raz złapiesz się tej myśli, zmienisz swój sposób patrzenia na edukację przyrodniczą.
Książki dla dorosłych
Jeśli kogoś interesuje zielona edukacja i zaczyna szukać książek, z których bije też echo pedagogicznego podejścia, to z pewnością trafi na Richarda Louva. „Witamina N”, „Ostatnie dziecko lasu” i „Kiedy wzywa nas dzicz” to jedne z najważniejszych książek w mojej biblioteczce.
Kilka cytatów:
- „Badania pokazują, że podczas zabawy w naturalnej przestrzeni dzieci dużo częściej wymyślają własne zabawy niż w ustrukturyzowanym otoczeniu – co jest kluczowe, jeśli chcemy, by zarówno za młodu, jak i w późniejszym życiu cechowały się pomysłowością i potrafiły samodzielnie pracować„.
- „Nie chodzi o to, że technologia jest zła dla dzieci lub wszystkich z nas, tylko o to, że zanurzenie w elektronikę codziennie, przez cały miesiąc, rok i życie, bez siły, która je równoważy, może pozbawić nas umiejętności skupienia, jasnego myślenia, produktywności i kreatywności”.
- „Spotkania z innymi gatunkami mogą pomagać dzieciom w rozwijaniu empatii. Tak naprawdę ludzie spędzający więcej czasu w bardziej naturalnym otoczeniu w miastach zazwyczaj pielęgnują bliższe więzi z innymi ludźmi i cenią wspólnotę. Najnowsze badania wskazują natomiast, że miejskie parki o najwyższej bioróżnorodności – największej liczbie innych zwierząt, oprócz ludzi – są również parkami, które mają najbardziej korzystny wpływ na zdrowie i kondycję psychiczną.”
- „Niektóre badania pokazują, że przy odpowiednich warunkach zazielenienie okolicy może pomóc w zmniejszeniu przemocy w domu i poza nim. Naturalne place zabaw zachęcają do bardziej egalitarnej zabawy, która nikogo nie wyklucza.”
Inne książki, które mocno na mnie zadziałały i były istotne w zmianie stylu pracy, to „Prawa naturalne dziecka” Celine Alvarez oraz „Gawędy o wilkach i innych zwierzętach” Marcina Kostrzyńskiego.
Zielona edukacja – książki dla dzieci (i nie tylko!)
Nie wiem, czy to są książki dla dzieci. Na pewno znajduję je na półkach z dziecięcą literaturą 😉 Cieszę się, kiedy mogę je czytać z Frankiem albo moimi uczniami i uczennicami. To specjalna kategoria literatury, którą bardzo lubię. Aktualnie jest wysyp takich książek dla dzieci i to właśnie takie pozycje ostatnio najczęściej kupuję 😀
Przepadła przy książkach Barbary Gawryluk i Pawła Skawińskiego. Mam „Tatry” i „Podhale” i obie są świetne. O innych górach można przeczytać w „Bieszczadach” Adriana Markowskiego. Książki o górach wykorzystałam m.in. przy projekcie „Krainy geograficzne”. Równie świetna jest seria „Sekretne życie drzew” i „Sekretne życie ptaków” Moiry Butterfield i Vivian Mineker. A jeśli o drzewach mowa to oczywiście „Drzewa” Piotra Sochy i Wojciecha Grajkowskiego. Bardzo często wracam do tej pozycji. Mam też bardzo fajną książkę „Slow down, bądź tu i teraz – opowieści o przyrodzie, które sprawią, że zachwycisz się małymi cudami natury” Laury Brand.
Lubię także wszystkie atlasy i albumy. To one są dla mnie źródłem wiedzy, kiedy uczę się o nieznanych mi dotąd ptakach, owadach, roślinach… „Małą księgę zwierząt” Philippe Dupont mam jeszcze z czasów mojego dzieciństwa i pamiętam, że wówczas też bardzo lubiłam ją przeglądać.
Długo zwlekałam przez serią Neli. Im coś popularniejsze, tym mam przed tym większy opór. W tym przypadku było to niepotrzebne. Nie dziwię się, że te książki są tak lubiane. Franek ma już kilka pozycji, bardzo je lubi, a ja też zawsze chętnie je z nim czytam.
Najnowsza książka z tej puli, która jeszcze czeka na przeczytanie to „Zwierzaki Wajraka”. Profil Adama Wajraka śledzę od dawna i liczę, że książka przypadnie mi do gustu tak, jak i jego zdjęcia oraz działania.
To oczywiście nie wszystkie książki z mojej kolekcji, ale te z pewnością poleciłabym tym osobom, które chcą się zachwycić zieloną edukacją.


