Najważniejszą umiejętnością, którą rozwijam u dzieci jest umiejętność czytania. Uważam, że wszystkie kompetencje są z nią związane lub się na niej opierają. Dlatego w każdym projekcie jest wiele zadań i aktywności, które rozwijają czytanie.
Wyzwaniem dla mnie jest szukanie takich okazji do czytania, które – mówiąc wprost – nie będą nudne. Żeby było jasne – nie uważam, że czytanie jest nudne. Wręcz przeciwnie! Dla mnie to od zawsze wspaniała część każdego dnia. Mam nawyk czytania książki przed snem. I choćby była to nawet jedna strona, muszę to zrobić. Oczywistym jest dla mnie zabieranie książki w podróż, czy do komunikacji miejskiej.
Jednak, żeby czerpać radość z czytania, trzeba mieć dobrą technikę. Jeśli ktoś nie czyta płynnie, czytanie będzie męczarnią. A w klasie umiejętność czytania jest na bardzo różnych poziomach u dzieci. Dlatego szukam zadań, w których czytanie odbywa się mimochodem, a dzieci same czują część lub konieczność przeczytania, żeby móc zaangażować się w daną aktywność.
Jeśli natomiast czytamy dłuższe teksty, jest to dla mnie czas indywidualizacji. Dzieciom, które dobrze czytają i robią to chętnie na forum klasy, daję okazję do spełnienia się w takim zadaniu, a dzieciom, które wciąż doskonalą technikę, pozwalam odczuwać sukces i dostrzegać postępy.
W projekcie „Samoloty” zaczęliśmy od przeczytania całej książki „Pilot i ja” Adama Bahdaja. Przeczytaliśmy ją głośno w szkole. Każde dziecko dostało kilka innych fragmentów książki. Ja podawałam kilka pierwszych wyrazów danego akapitu, a dziecko, które miało ten fragment, czytało resztę. Przeczytany fragment dziecko przyklejało na dużą planszę i w ten sposób skompletowaliśmy całą książkę, wszyscy byli skupieni i z uwagą słuchali treści. W międzyczasie zadawałam pytania pomocnicze, żeby utrwalać ważniejsze informacje i fragmenty.
Kilka kolejnych zadań opierało się na przeczytanej książce. Uzupełnialiśmy tekst brakującymi wyrazami. Układaliśmy także zdania do ilustracji z książki. To zadanie wykorzystałam również do utrwalenia czasowników i wprowadzenia odmiany czasownika przez osoby.
Szybko przeszliśmy do poznania budowy samolotu i próby zrozumienia, w jaki sposób samoloty są w stanie latać. Oparliśmy się na obserwacji ptaków, nietoperzy i eksperymentu z ręką wystawioną przez okno jadącego samochodu. Ciśnienie i opór powietrza to nie są łatwe zagadnienia. Niektóre dzieci dosyć szybko intuicyjnie pojęły zasadę powietrza, które dzięki kształtowi skrzydeł, opływa je i unosi samolot do góry, ale były też dzieci, dla których było to trudne do zrozumienia.
Projekt jednak nie opierał się na samym zrozumieniu latania, ale na szeregu zagadnień związanych z maszynami latającymi. Ciekawym dopełnieniem było spotkanie z pilotem i pilotką, którzy opowiedzieli o samolotach i swoim doświadczeniu. Dzieci z uwagą wysłuchały prezentacji i dopytały o ciekawiące ich tematy.
Znajomość budowy samolotu wykorzystaliśmy do skonstruowania własnych maszyn. Dzieci miały do wykorzystania rolki po papierze i ręcznikach oraz tekturę. Pozostałe elementy dopracowali według własnych koncepcji, które dynamicznie zmieniały się podczas pracy. Efektem była wisząca wystawa w sali, która towarzyszyła nam przez kilka dni.
Zaproponowałam również dzieciom napisanie własnego opowiadania o wymyślonym pilocie. Napisałam na tablicy kilka sformułowań, które mogłyby pomóc w rozwinięciu tekstu. Wszystkie dzieci chętnie rozpoczęły zadanie, ale ich zaangażowanie szybko się zróżnicowało. Cały czas krążyłam między nimi, sprawdzając postępy i podpowiadając kolejne kroki. Niektóre dzieci szybko podprowadziłam do zakończenia opowiadania, inne z kolei zachęcałam do dłuższych rozwinięć.
Praca była pisana na brudno, następnie każde dziecko towarzyszyło mi podczas sprawdzania treści. Każdemu na bieżąco przekazywałam informacje zwrotne.
Ostatnim etapem było staranne przepisanie tekstu oraz zabranie o estetykę.
Moje dzieci uwielbiają wszelkie prace plastyczne i techniczne. Lubią nowe rozwiązania, propozycje, których do tej pory nie stosowały i materiały, z którymi nie mają do czynienia na co dzień. Dlatego w projektach mam zawsze kilka propozycji takich aktywności. Są one dla mnie ważne, ponieważ bardzo rozbudzają kreatywność, uczą samodzielności, ale także współpracy oraz świetnie rozwijają motorykę małą. Są też okazją do negocjacji, swobodnych rozmów, budowania więzi, a także wyciągają dzieci z ławek, co jest wskazane, aby uczenie się było jak najbardziej efektywne.
Propozycje samolotów z drewnianych patyczków były rozłożone na ławkach w różnych miejscach sali, a dzieci same wybierały, który model chcą zrobić. Mogły także zdecydować, ile modeli zrobią, mieszcząc się w czasie przeznaczonym na tę pracę. Niektórzy skupiali się na detalach, inni chcieli mieć więcej zrobionych samolotów. Nowością było także samodzielne korzystanie z gorącego kleju.
Zupełnie nowym zagadnieniem było dzielenie. Na tym etapie mnożyliśmy już w zakresie 50 i większość radziła sobie naprawdę dobrze. Dzielenie okazało się bardzo wciągające. Sposób, którego zawsze używam, wprowadzając dzielenie, jest prosty i zachęcający do aktywnego włączenia się w rozwiązywanie przykładów. Nie naciskam na liczenie w pamięci. Każdy wchodzi w to w swoim czasie.
Działanie wygląda następująco: 20:5
- rysujemy 20 kółek
- po 5 kółek chowamy do pętli
- liczymy pętle
W pewnym momencie dzieci, które dobrze mnożą, orientują się, że znają wyniki dzielenia, a rysowanie kółek wydaje im się stratą czasu. Zaczynają pytać, czy muszą rysować kółka i to jest moment, w którym dostosowuję rozwiązywanie działań na dzielenie do poziomu opanowania przez poszczególne dzieci.
no images were found
Ale żeby sprawnie dzielić, trzeba dobrze mnożyć, dlatego regularnie ćwiczymy mnożenie, korzystając z różnych sposobów. Dzieci czasem opowiadają o swoich sposobach na mnożenie. Rozumiem je, ale rzadko rozwijam je w teorii. Proponuję wiele różnych sposobów, żeby dzieci same poczuły, który jest dla nich łatwy. Niestety nie znaczy to, że każde dziecko z łatwością znajdzie dla siebie taki sposób. Odpowiedzią na to jest… trening!
Na zdjęciach poniżej widać wykorzystanie zadań z ćwiczeń (przypomnę, że moja klasa nie używa ćwiczeń na co dzień. Ćwiczenia znajdują się u mnie i wyrywam poszczególne zadania, dopasowując je do omawianych zagadnień).
Czasem wystarczy „domy” nazwać „hangarami” 😉
Zdjęcia pokazują także wykorzystanie fiszek. Podczas pracy dzieci mogą wziąć sobie komplet fiszek z trudniejszymi działaniami, rozłożyć na ławce i w razie trudności z pomnożeniem lub potrzebą upewniania się, sprawdzają na odwrocie wynik. Może się to wydawać pójściem na łatwiznę, bo przecież wyniki są podane na odwrocie działań leżących przed dzieckiem, ale działa tu potrzeba sprawnej pracy. Dzieci chcą działać szybko i skutecznie. Odwracanie kartek jest czasochłonne. A nawet jeśli ciągle zachodzi taka potrzeba, w końcu kolejne działania zapadają w pamięć.
Rozbudowanym zadaniem była praca w grupie nad stworzeniem komiksu o sławnej pilotce Amelii Earhart. Dzieci wysłuchały fragmentu podcastu o dzieciństwie Amelii, a następnie o rozwoju jej pasji i kariery. Każda grupa dostała zestaw do stworzenia komiksu o Amelii. Niektóre chmurki były już uzupełnione, a niektóre trzeba było uzupełnić. Teksty do uzupełnienia znajdowały się w zestawie materiałów do pracy, ale dzieci musiały je przeczytać i dopasować do odpowiednich fragmentów historii (to znowu pokazuje potrzebę doskonalenia umiejętności czytania!).
Dzieci dzieliły się pracą, czytały, pisały oraz uzupełniały puste okienka własnymi ilustracjami. Następnie omówiliśmy gotowe komiksy.
No i nadszedł czas na kolejną pracę plastyczną. Praca techniką mieszaną z wykorzystaniem suchych pasteli i markerów. Przy okazji obejrzeliśmy filmy o najciekawszych lotniskach na świecie.
Samoloty przekierowały nas na temat odpowiednich warunków atmosferycznych. Rozwinęliśmy temat chmur. Świetnie wpisało się w to zadanie z wyszukiwaniem wyrazów, które nie pasowały do pozostałych. W efekcie hasło brzmiało właśnie „chmury” i od tego zaczął się temat pogłębiony zdjęciami, filmami, obserwacjami nieba, rozbudowaną notatką i szybką pracą plastyczną.
Muzeum Górnośląskie, które znajduje się w naszym mieście organizowało warsztaty pod nazwą „Latanie”. Odbywały się one w sobotę, ale spytałam o możliwość zrobienia ich w tygodniu, na co chętnie przystano. Prowadzący zrobił wykład historyczny, podczas którego dzieci cieszyły się z posiadanej już wiedzy o braciach Wright, ale także z ciekawością przysłuchiwały się innym ciekawostkom o lataniu.
Drugą częścią warsztatów było stworzenie papierowych modeli samolotów oraz zawody indywidualne w dwóch konkurencjach – odległość oraz wyczyny akrobatyczne. Konstruowanie papierowych samolotów to nauka dokładności i cierpliwości. Nawet jeśli dokładnie to samo mogłabym zrobić z klasą w szkole to uważam, że odwiedzanie miejsc kultury jest ważnym elementem edukacji, dlatego mam to zawsze za uwadze i systematycznie proponuję takie urozmaicenia.
I w końcu przechodzimy do pracy samodzielnej dzieci 🙂 Jak zwykle podczas naszych projektów, zgłosiło się kilkoro chętnych dzieci, które przygotowały własne działania.
Wiktor nawiązał do odwiedzin w muzeum. Przyniósł arkusze papieru stworzonego specjalnie pod modele papierowych samolotów, a dzieci pracowały według nowych instrukcji origami. Oczywiście powtórzyliśmy zawody na szkolnym podwórku.
Bartosz przygotował plakat oraz prezentację, a Wojtek przeczytał nam bajkę „Samoloty” oraz odtworzył nagranie audio.
Julia przygotowała bardzo rozbudowany projekt. Z pomocą mamy zrobiła plansze o lataniu, a następnie zaprezentowała je na forum. Pokazała przyniesione modele samolotów oraz wydrukowane zdjęcia, które następnie opisała. Podzieliła klasę na trzy grupy, które wzięły udział w quizie podsumowującym. Praca Julii była wieloetapowa, przygotowania trwały około dwóch tygodni i dziewczynka bardzo się zaangażowała w prezentację.
Wokół pracy dzieci czasem pojawiają się pytania o oceny. Zrezygnowałam z nich na rzecz informacji zwrotnej. Po zaprezentowanym projekcie, dzieci otrzymują mnóstwo komentarzy i pytań zarówno ode mnie, jak i całej klasy. Mówiąc krótko i brutalnie – ocena na zakończenie nie motywuje, a wręcz niszczy motywację i chęć poznawczą. Dzieci są ogromnie przejęte pracą własną, są zaangażowane i wyraźnie przejęte rolą. Pokazanie im, że taka praca jest rozwijająca dla nich samych, jest najlepszym efektem. Spłycenie tego do „piątki”, w dłuższej perspektywie odbiera motywację i sprowadza uczenie się do nawyku oczekiwania oceny. Każdy nauczyciel, który słyszał w swojej pracy: „A czy to będzie na ocenę?”, odczuwa pewnego rodzaju porażkę i bezsens. Również przez to przeszłam i postanowiłam to zmienić.
Rozumiem rodziców, którzy są przyzwyczajeni do punktowego systemu oceniania i że brak ocen jest dla nich nowością, która nie zawsze jest łatwa do zaakceptowania. Czasem budzi to niepokój i pytania o to, czy dzieci dobrze sobie radzą z bieżącym materiałem. Oczywiście dochodzi do tego porównywanie z dziećmi w rodzinie lub wśród znajomych, gdzie panuje tradycyjny model edukacji. Powszechne są także pytania członków rodziny w stylu: „Jakie masz oceny?”.
Uspokajam – brak ocen nie odbiera dzieciom motywacji, odpowiedzialności, systematyczności. Brak ocen to brak pytań o to, „czy to będzie na ocenę”, czyli wartościowania pracy i kalkulowania wkładanego w nią wysiłku. Brak ocen to CIĄGŁE zaangażowanie w proces edukacyjny.
„A czy poradzą sobie w czwartej klasie?”
Czwarta klasa to nowa sytuacja. Człowiek uczy się całe życie. Dostosowujemy się, mierzymy z nowymi wyzwaniami, uczymy się radzić sobie w różnorodnych sytuacjach.
My dorośli, w końcu też radzimy sobie z wyrabianiem paszportu, kursem na prawo jazdy, kupnem biletu w biletomacie, odprawą na lotnisku, rozliczeniem PIT-u, obsługą kasy fiskalnej lub nowego oprogramowania w pracy 😉 Nie trzeba nas było do tego PRZYZWYCZAJAĆ całe życie.


